KRS: 0000298436
cel szczegółowy:
Karolina Buczma
nr konta:
86 1090 2040 0000 0001 1113 9744
tytuł wpłaty: Karolina Buczma

Rak wspak

Rak wspak to Kar, a Kar to początek od Karolina

Koszty wyjazdu do Chin wyniosły ok. 190 000 PLN. Złożyły się na to przede wszystkim koszty leczenia Karoliny oraz pobytu (mieszkania, jedzenia, przejazdów) i przelotu dwóch osób. Koszty chemioterapii niestandardowej, którą Karolina przechodziła od lipca do listopada zeszłego roku to kolejne 65 500 PLN.

Do tego, po drodze, cała masa mniejszych lub większych wydatków – konsultacje krajowe i zagraniczne, lekarstwa, suplementy, terapia psychoonkologiczna, sprzęt rehabilitacyjny, medycyna niekonwencjonalna, litry benzyny wyjeżdżonej za ułamkiem nadziei – które ciężko ogarnąć i zliczyć.

 Nie wszystkie wydatki mogły podlegać refundacji, na niektóre, zwłaszcza te poniesione w Chinach, nie udało się uzyskać faktur.

 Z konta Fundacji z Uśmiechem otrzymaliśmy refundację w wysokości 168 176 PLN.

 Na tę kwotę złożyły się wpływy z „1% podatku” – ok. 70 000 PLN, ok. 60 000 PLN to Wasze indywidualne wpłaty (!), 23 000 PLN to darowizna od Fundacji KGHM Polska Miedź. 7 250 PLN uzbierało się podczas imprezy w Puzzlach, 3 980 PLN na koncertach w KDK oraz w Musztardzie , a 2 600 PLN to kwesta  Róbpunk na koncercie w Kędzierzynie Koźlu.

W sumie z akcji „1% podatku” na subkonto Karolci w fundacji przekazano 129 540 PLN (!) – to, co pozostało niewykorzystane przez nas – zapewne ok. 60 000 PLN -  przeszło na cele statutowe fundacji. Nie mam cienia wątpliwości, że przydadzą się innym podopiecznym.

 

Podczas leczenia Karolci przyszło nam obracać dużymi (jak na nasze możliwości i wyobrażenia) sumami. Z jednej strony radość, że są rozwiązania, z których można skorzystać, z drugiej obawa, na ile zabiegów starczy pieniędzy. Fala Waszego odzewu dała nam poczucie bezpieczeństwa i moc do dalszego działania. Odzew ten był i jest dla nas niezrozumiały – czym my, te szare myszy zasłużyliśmy sobie na wsparcie Wasze oraz setek* nieznajomych. Ludzi proszących o wsparcie są tysiące – zagadka: jak spośród chóru wołających usłyszeć szept szarej myszy. Gdy późną jesienią spłynęły z urzędów skarbowych do OPP pieniądze „z 1%”, Fundacja zaskoczona skalą i kwotą przekazaną Karolci, poprosiła mnie – w przeddzień śmierci Karolci – o kilka rad dla pozostałych podopiecznych. Myślałem o tym – w zasadzie nie byłoby z czym jechać: blog, facebook, ulotka – to tylko narzędzia; czynniki sukcesu były dwa, w dodatku bardzo proste: a) osobowość Karolci – jej ciekawość świata, uważne oko, zachwyt nad chwilą, b) przyjaciele – Karolci, moi, naszych rodzin, Wasi, Waszych znajomych.

Jeszcze raz – dziękuję za wszystko!

 

Czas leci. Gustaw właśnie świętuje 4. urodziny – pierwsze bez mamy. Jej urodziny za chwilę – też będziemy świętować – a pięć dni później minie pół roku.

Kilka dni temu. Zasypiamy. Pytam się Gustawa, czy chciałby napisać list do mamy. Widzę, że zaczyna się nieswojo kręcić po łóżku.

- Może chcesz napisać, że Ci smutno, że tęsknisz?

Jeszcze chwila nerwowego pełzania i wyciska z siebie słowa.

- Kiedyś, jak będę duży, to chcę być starszym bratem.

- Też bym chciał, żebyś był starszym bratem, ale wiesz, teraz gdy mama umarła, to chwilowo niemożliwe.

- No to poszukajmy nowej żony.

- Dobrze, poszukamy.

- Tylko nie może mieć czarnych włosów – bo mama miała czarne włosy. Jak będzie miała czarne włosy, tak jak mama, to nie bierzemy. Jak będzie miała żółte włosy – to bierzemy.

- Dobrze.

- I wtedy pan doktor dotknie jej brzuszka i sprawdzi czy tam jest chłopiec, czy dziewczynka, i powie, i wtedy ja zostanę starszym bratem!

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

* Średnia kwota 1% podatku przekazana przez podatnika w 2011 to 41,00 PLN, wychodzi na to, że swój 1% podatku przekazało Karolci ok. 3000 ludzi!

Dziękuję wszystkim za udział w pogrzebie, za słowa wsparcia i wyrazy współczucia. Każdy telefon, SMS, mail, komentarz rozczulał mnie, wzruszony karmiłem nimi swój żal, płacząc nad każdym słowem. Było mi z tym dobrze.
Na cmentarzu dziękowałem za Wasze wsparcie i obecność, dzięki któremu, mimo zmartwień, bólu i strachu, mogliśmy przejść przez te 3 lata jak przez przygodę.

Przygoda… chyba tylko dla mnie i Gustawa. Nie wiem jakim trzeba być tytanem, żeby słysząc na szpitalnym korytarzu, że ma się złamany kręgosłup, wiedząc, że już nigdy nie podniesie się synka do góry, że nie przejedzie się rowerem, nie pobiegnie; żeby przeczuwając, że nie zobaczy się syna jak maszeruje do szkoły, jak się buntuje, zakochuje, wynosi z domu; żeby odliczając ten bolesny rytm: kłucie żył, kroplówka, rzyganie; żeby znając rokowania, wiedząc że należy liczyć tylko na cud, zebrać się w sobie i tak kurczowo trzymać się tego pełnego ograniczeń życia; żeby tak wszędzie szukać okruchów zdrowia, pilnować diety, pilnować co się je, jak się je, jak się gryzie – kęs za kęsem sucha kasza pełna zbóż. Też mi przygoda.

Niewinne porównanie do kolorowego ptaka rozwinęło się niespodziewanie w wątek ornitologiczny. Z różnych stron, dalszych i bliższych kręgów nadeszły sygnały, że dla wielu naprawdę była ptakiem.

I jeszcze odnośnie Waszego zaskoczenia i nieświadomości. W lutym 2010 z pierwszym wynikiem histpat poszedłem do dwóch onkologów. Pierwszy polecił mi tabletki: „Najlepiej Prozak” i rozłożył ręce. Drugi powiedział: „Straciłeś ją chłopie”, ale dawał Karolci kilka do kilkunastu miesięcy. Wybraliśmy optymistę. Fantastyczny człowiek. W czwartek poszedłem mu podziękować. Pożegnaliśmy się z zastrzeżeniem: „Obyśmy się długo, a najlepiej nigdy nie widzieli”. Onkolog – podła specjalizacja.

 

Ten blog powoli kończy swoją misję. Myślałem jak wykorzystać Wasz impet, włączyć siebie i Was w słuszną akcję (np. taką jak ta). Ale póki co, potrzebuję czasu dla siebie i Gustawa

Noc, kilka dni temu. Druga nad ranem. Gustaw zwymiotował dwie godziny wcześniej. Jestem mistrzem czujnego snu, w trzy lata doszedłem do perfekcji – miałem go na rękach nim wyrzucił z siebie pierwsze krople. Od godziny zastanawiam się czy jest rozpalony, czy tylko mi się wydaję. Czy podać Nurofen, czy oszczędzać skołatany brzuszek? W końcu podaję, siadam na łóżku, patrzę w noc, jak za oknem pada śnieg. Czuję, że jesteś gdzieś tam.

Jestem tatą, jestem mamą. Chwilowo jestem dla niego wszystkim. Na tym się koncentruję. To jest moja słuszna akcja. (żeby mi się chciało, żebym miał siłę, cierpliwość i zdrowie).

Za jakiś czas pojawi się tu notka z rozliczeniem finansowym zbiórki publicznej. Może jeszcze kiedyś kilka słów ode mnie i to na tyle tutaj. To jest historia Karolci. Zapis roku życia. Forma i treść ostatecznie zamknięta. Chciałbym opracować blog w postaci foto-książki lub innej formie do pamiątkowej publikacji – może ktoś wesprze radą?

Więcej będzie się na działo na profilu FB (www.facebook.com/rakwspak) – tam będę starał się wspominać i informować o wydarzeniach około-rak-wspakowych. Zapraszam, jeśli odpowiada Wam taka forma kontaktu. Gdyby ktoś chciał napisać, to adresy mailowe Karolci są aktywne.

Dziękuję za to, że byliście na tym blogu. To znaczy, że Karolcia lub jej pisanie było dla Was ważne. Mam nadzieję, że znaleźliście tu coś dla siebie i jakaś Jej cząstka w Was pozostanie.

Inżynier

droga

Karolcia odeszła dziś nad ranem. Rok blogowania, prawie trzy lata choroby, trzy i pół bycia matką, pięć i pół w zamążpójściu, osiem w związku, 32 życia. Prawie wszystkiego za mało.

Bądź wola Twoja…, ale tak po ludzku w pierwszej chwili brak zgody na tę Wolę. Wszystko takie świeże, w pół zdania porzucone, rozpoczęte książki przy łóżku, niedokończona na drutach czapka, makieta drogowa dla Gustawa bez drzew, nianie umówione na rozmowy, jutrzejsze sushi, kurier z portfelem kupionym na allegro, plątanina tropów do rozpoznania. Niezadane pytania.

W tym wszystkim Gustaw i ja. Przejmujemy zaplecze. W całości. Dzielne mamy-babcie, mężnych ojców-dziadków, braci, siostry, wujków, ciocie i Was.

Pożegnanie Karolci odbędzie się w sobotę 01.12.2012 w Twardogórze. O godzinie 11:00 różaniec, a o 12:00 Msza święta w Sanktuarium Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. Po mszy świętej ceremonia pogrzebowa na Cmentarzu Parafialnym.

Mapa dojazdu:
View Larger Map

nie napisze jakby nic

leżę w bólu
nie zawachałabym się odrąbać sobie nogi gdyby ktoś swoją pomocną dłonią podał mi siekierę.

czuje że zapachy mi pomagają
aromaterappia
geranium, krem nz ziaji spa o zapachu gruszkiiiii

znalzłam w internecie serię szamponó joanny
czekolada kiwi pomarańcza wzniliaaa
tylko w jedym sklepie
odpisali że już nie produkują!!!

zapach tak odciąża
bez przesady
ale tak.

boli
boli boli

droga.

gosposia czyli szukam sobowtóra Babci!!!!!

Trudno jest uchwycić coś stałego w naszym życiu, by móc zaplanować małą najbliższą przyszłość. Gonić moją uciekającą sprawność, której dałam dwa tygodnie, wezmę sobie od mojego L5 tyle czasu, by móc wejść po schodach do góry, tyle chcę. Jaka pomoc mi będzie potrzebna? Jak zorganizować dzień, określić potrzeby, oczekiwania. Coś tam się klaruje, powoli, najwyższy czas oddać Babci K. trochę życia ze swoimi kotami, a my na swoim zostać. Jakkolwiek teraz jest ze mną, wyklarowały się dwa etapy:
1. Odprowadzić Gustawa do przedszkola, w tym pomoc od 8- 9.30.
2. Pomoc w gospodarstwie plus opieka nad dzieckiem 13-17.

Nie wiem czy to jedna osoba czy dwie. Widziałam ogłoszenia o odprowadzaniu dzieci do przedszkola, Inżynier mów, że to było o wyprowadzaniu psów… a Gustaw od trzech lat jest kotem. Pies czy kot, czy to sprawia wyprowadzającemu różnicę?

Trudno jest uchwycić coś stałego. Moje nogi szaleją, w sensie , ból skóry i odmowa współpracy, ale nie panikuję. Panikuję. Panikuję nocami. Naświetliłam L5, dedukuję, że mam spuchnięty rdzeń i to pogłębia z godziny na godzinę brak mocy, przesuwam sobie te nogi w rozpaczy. We wtorek inżynier mnie wciągnął po klatce, a dziś już się boję zejść, bo nie wejdę. Co to ja piszę? Misz masz. Tak. Tak. Trudno jest uchwycić coś stałego. Tak zajmuje mnie sprawa tych nóg i bólu, który się pojawił, że uśpiłam czujność odnośnie kolejnego kroku w mojej terapii. Przedłużać życie i być z Nimi, to nadal priorytety. Dziś pukamy do doktor, może jutro jakieś ustalenia. Krew po radioterapii musi być dobra.

O szczęściu. Mam „Szczęściarzy” Joanny Pettersson, zaczynam czytać. Nie wiem czy zostało to zauważone? Joanna Pettersson napisała do MNIE na blogu!!! Nie komentuję tego obficie, jestem zaszczycona.

O szczęściu. Mam Szczęściarzy, Gustawa i Tadeusza – nośniki mojego szczęścia. Niestety odczuwam, że chłopaki są bardzo obciążeni moim stanem, ale dają radę, jak całe ZAPLECZE. Ciężko mi myśleć o Inżynierze, którego eksploatuję do granic możliwości psychicznych i fizycznych. O tym, że kradnę dziadkowi Babcię K. O nagłych wezwaniach ekip pomocowych z Konina. Piszę to i Dziękuję przed światem, za przynieś, podaj, pozamiataj, zwrot ten jest naprawdę skrótem otrzymywanej pomocy.

O szczęściu i zadowoleniu. Zrobiłam wczoraj zupę rybną po śniadaniu. Co jest w tym takiego ze szczęścia? Samodzielność. Grunt to zorganizować stanowisko. Nazbierać, zaplanować robotę i robić. Zapomnieć się od pasa w dół. Zorganizować robotę na wersalce, na siedząco, na leżąco. Wstać, zryczeć się, przekląć przez zęby. Wyciszyć. Zasnąć na tramalu z opadającą książką na twarz. Tak teraz diclofenac i tramal pomagają w bólu na kanapie i podczas uzależniających wizyt w internecie. Tak uzależniłam się, bo wypełnianie moich list jest proste:
-czapka dla Gustawa
-szalik
-„Szczęściarze” J.P.
-szafki z kartonów na przyprawy, na okulary i w moim zagajniku
- minimalizacja gazet
-teren zielony na makiecie
-przełożyć książki kucharskie, chusteczki, buty na korkach,
-znaczki do klaseru powycinać z kopert itd.

Niestety prostsze od tego, jest otworzyć komputer na leżąco, wtedy mniej boli ciało, mniej ruchu i żalu. Łatwizna, odczuć zadowolenie i nie zmagać się z rzeczywistością płynącą z L5, nie wstać i nie poczuć takiego bólu skóry i stóp przenikającego wprost strzałą do środka mózgu w miękki nieosłonięty, bezbronny punkt, albo wstawać i nie wstać. W tych momentach w pionie, to szczęście nie ma znaczenia, kategorii bytu, jest tylko jakieś przeświadczenie o tym, że uwięziłam się w swojej głowie, w tym cierpieniu i złości, która pozwala radzić sobie nieudolnie z rozpaczą. Ale ból taki jest, jeszcze o nim napiszę.

O szczęściu. Mam szczęście uciekać w Gustawa, który podczas wieczornego ubierania w piżamę, poinformował nas, że jego jajeczka tak przemykają, jak je dotyka. Jego spostrzegawczość zadziwia mnie.

Jest jak jest. Szczęście jest. Wszystko jest. Kręci się. Kręci się, na tramalu trochę bardziej się kręci. Jest olej sezamowy, który polecam do zup i makaronów. Przypomniałam sobie o nim. Polecam z chińskiej podróży.

o szczęściu.

88% belgijskiej Dolfiny z Almy

Śmierdzę obcym poczuciem niedowiary, jak kulka z powierzchni pochyłej, z powierzchni pochyłej. Powierzchni pochyłej obszary bezruchu, to mylne wrażenie bezruchu. Ciągle potykam się o coraz większe w oczach rosnące, wszystko przeistacza się w głębi codzienności, prowizoryczna zaczyna się stawać rzeczywistość drugiego piętra. Na schodach nieudaczne szaleństwo, niewypowiedziany żal, poczuć słodycz odchodzącej złości, w ustach jeszcze tyle łez. Mam śmiech nieznajomy, ukrywa się, nie wiem czego taki rzadki, uśmiechnięty cień smutku. Wzrok pędzi i nagle urywa blask, w źrenicy tańczy marzenie. Przystanie bez potu, doliny Waszego mną zmęczenia, albo wyobrażenia o nim. Chce być sobą.

Podnoszę ręce do tych drutów, rysunków, gotowania, porządków, książek, ozdabiam ściany naszego mieszkania Tadek, pochłaniam iluzję obojętności na to co jest, siedząc. A jedyną rzeczywistość jaką dziś znajduję to dać siebie Gustawowi, i Tobie Tadek, nie wyprzedzać faktu, nie chcieć wychować Syna na zapas, złapać to Tu, TU. A ja wciąż chwilę do przodu, zamyślona, zmyślona. Chcę jeszcze tyle zrobić, w notatkach odhaczam. Bez pośpiechu skupiona w czasie, odrywam się od tego TU. Tworzę przestrzeń bezpieczną dla czasu, zaglądam sobie w bezczas. Znikam bardziej w działanie, planowanie. Uważnie przyglądam się chwilom, tak, tak ale zbyt pochłania mnie sam plan, nie odpręża mnie realizacja. Tak, tak coś takiego, sama chwila tworzenia jest za bardzo stłamszona wizją odhaczenia. Konstrukcja zbyt płytka, chcę mieć radość z TU. Zaczęło mi się wydawać że nie zdążę.

Siedze na kanapie Andy Horace mną buja. Czuję się dobrze, to dobra chwila, schodzę w tym tańcu z tych swoich podniosłych tonów, bo jak tańczę to Tu!!!! Zawsze tak było. Mogę tańczyć nawet jednym palcem, ale najbardziej lubiłam się rozpędzić w tańcu i wyginać, tworzyć ruch.

http://grooveshark.com/#!/search/song?q=Horace+Andy+%2F+Ashley+Beedle+Seek+It
Seek It by Horace Andy / Ashley Beedle on Grooveshark

Podobają mi się wygooglowane parametry opisujące ruch :
przemieszczenie (zmiana położenia) –różnica między położeniem końcowym a początkowym,
tor – linia, po której porusza się ciało: w ruchu prostoliniowym torem jest linia prosta, w ruchu krzywoliniowym torem jest linia krzywa,
droga – długość odcinka toru,
czas – różnica między chwilą końcową a początkową ruchu.
Ruch, jest dużo definicji w PWN, wybieram na te chwilę: ruch lokomocyjny organizmów: czynna zmiana miejsca dokonywana przez organizm w wyniku różnych procesów.
Może nie poddaję się teraz lokomocji, ani nie zmieniam miejsca, ale kończyny falują mi i wybijam wewnętrznie ruch na wersalce. W mózgu brak mapy chwili, tylko ruch.

Ostatnio ogarnia muzyka, Syn się rozśpiewał, poranki w kinie Helios nowe horyzonty z muzyka na żywo, podczas wrocławskiego jazztopada. http://www.kinonh.pl/ Nawet mamy zdjęcie, Syn leżący na podłodze odwrócił głowę, ale kuzyn Franek patrzy i ukochana kuzynka na skraju zdjęcia. Skąd to zdjęcie Tadek? Piątek już się skończył, chłopaki śpią, ja owiana chyba weną przeciwbólowego tramalu po dzisiejszej radioterapaii, kończę i idę w sobotę pospać. jutro drugie świecenie na L5.

słuchać

http://enchantedhunters.bandcamp.com/track/ladybug

krewetki

Ruchem rąk jestem coraz częściej. Złość jest coraz słabsza. Irytacja przychodzi szybko, bo człowiek za dużo chce po swojemu. Przymierzam się do nieuniknionych już myśli, chce bez łez, łez strachu i z godnością oraz łagodnością. Rak wspak owszem! Czekając na cud, przedłużając jak się da i ile się da!!!!!! nie dać się zaskoczyć, kupić chłopakom zapas pościeli i prześcieradła. Znaleźć gosposie. Moje myśli nie znaczą brak nadziei. Choć po co chodzić z parasolem w słoneczna pogodę?

Poradnia Badania i Leczenia Bólu
Ul. M. Curie Skłodowskiej 66 Wrocław
dr Sylwester Mordarski
lek. med. Maria Sobiecka
Tel. 71 784 21 51

Oraz ,na wizytę domową, właśnie jutro przychodzi do mnie lekarz z:

Hospicjum Domowe Poradnia Medycyny Paliatywnej
przy Dolnośląskim Centrum Onkologii Wrocław
Pl. Hirszfelda 12
53-413 Wrocław
tel.: 0-71 36 89 291, faks: 0-71 36 89 219

Przedłużając, ale bez bólu!!!!! Bez bólu. Mąż niemąż, Joanny Sałygi, Chustki, podjął temat bólu. Chce podłączyć się jakoś pod jego akcje. Ból nocami właśnie zaczął odejmować mi rozum. Do tej pory jakoś czekałam rana, żeby szybko wstać i ruszać się, bo ból mijał pod lodówką. No to o nowym bólu. Pojawia się ok. 4 budzi narastając w sekundach do granic wytrzymałości, trzyma. Trzyma. Oddycham, sapie, myślę, żeby nie obudził się Gustaw, Tadek nade mną z miłością wypruta na dłoniach i nie może zrobić nic! Nic i nie wyobrażam sobie, jak on się czuje, wyobrażając sobie mój ból. Nie wiem. Każe mu spać i próbuje być cicho, z czopkiem przeczekać, aż się tak ustabilizuje, by sobie zasnąć. Nogi do kolan rano są bez czucia. Dochodzę o 11 do siebie i co robię, przez ten czas? Z Gustawem, który zasmarkany nie chodzi do swej instytucji, instrumenty z kartonu. Całkiem dobrze nam idzie. Fagot, skrzypce i obój oraz chwila jam sessions na perkusji z Synem na piknikowym zestawie plastikowych naczyń. Potem płynnie mój Syn przechodzi do stolika bierze fagot i mówi :
- A teraz instrumenty dęte.

Gustaw, jedzenie i muzyka to to, co u mnie prócz spuchniętych nieczułych stóp, które same zejdą z drugiego tyłem po poręczy, ale już same nie wejdą, ryzyka paraliżu po operacji odbarczenia i informacji, że radioterapia nie polepszy czucia, bo nie zmniejszy guza, tylko może zahamować jego rozrost, nocnych szalonych bóli. Co jest teraz? No wielka ochota na krewetki!!!
Dziś z czosnkiem i masłem.

Szydełkuje, w kolejności teraz, po czapce dla Tadka, która czeka na guzik ,czapka dla Gustawa, ale mam ochotę na książkę. Dziś może będę miała „Szczęściarze” Joanny Pettersson.
Tak szczęście, mam wszędzie, ttyylko, tttttylko, tylko jest dość duże w moim przypadku, ale nie niemożliwe, nie skupiać się na tym co mnie spowalnia. Ciało, czuć ciało, całe ciało, widzę to jak zmagania wilka morskiego na lądzie.

Podróż do Gdańska. Wszyscy zmartwieni, jak dałam rade w 24 godziny? Dla mnie było za krótko!!! Dawno nie byłam sam na sam tak długo z inżynierem i tak blisko, ramie w ramie. Muzyka, rozmowy, droga, słonce, kawa, czekolada gorzka co najmniej 80 procent! Jest jeszcze ten czas kiedy siedzę, to zapominam, że wstając wszystko jest inaczej. Nie musze nigdzie dojść krokami ciężkimi jak piramidy w Egipcie. Jak zorganizuje sobie dobrze stanowisko pracy jestem szczęśliwa, zapominam, Wstać, przychodzi niechęć i smutek, że jest jak jest. Jeszcze jest tak , że nie wprowadziłam tego do swojej rzeczywistości, ukrytej na drugim piętrze. Nie pogodziłam się, nadal mocuje z tym czego nie mogę. Zaczęłam prosić o pomoc.

Ps. Do ciastek bez cukru nie dodawać cukru!!! Ja dodaje połowę tego co jest w przepisie i jest to cukier brzozowy, ksylitol.
Ps. Tak, interesowałam się i germańską.

spokojnie

Kolejny wtorek.
1.Radioterapia na l5.
2.Trwa porównywanie moich tomografii, rezonansów, petów, obrazów wnętrza.
3.Zmiana leku na kości.
4.Zmiana leczenia, propozycja gemzar, czyli nie mamy dla pani propozycji.
5.Nie szkodzi, już dawno to wiemy.
6.Będzie sprawdzanie amerykańskiej strony badań klinicznych.
7.Wyjazd do Gdańska, dowiedzieć się, że dostałam dużo i, że jestem przeleczona.
8.W Imię Ojca i Syna i Ducha Św. Amen.
9.Przedsięwziąć jakiś nowy plan.
10.Chyba znowu Niemcy. Na pewno bez standardów.
11.Boli nocami.
12.Reorganizacja, oddać dziadkowi H. Babcie K. Szukać gosposi, opiekunki, szukać mieszkania na parterze, wiele zapytania do środy i kolejnego wtorku.
13.Nie wiem.
14.Kolejny raz nabrać, zatrzymać i wypuścić powietrze.
15.Więcej belgijskiej gorzkiej czekolady!!
16.Punkty pozwalają ominąć mi emocje.
17.Gaba Kulka ma w głosie coś takiego za czym potrafię tęsknić.
18.Denerwują mnie moje stopy, denerwuję się, złość porywa tak szybko, podrywa do niskich lotów.
19.Agresja wobec najbliższych uruchamiana w poszukiwaniu ulgi, zrzucanie ciężaru. Bezowocnie.
20.Uśmiecham się na siedząco.
21.Mam zdrowego Syna!!!!!!!!
22.Czas.
23.Nadal jestem.
24.Zaraz zima.
25.Zaraz zaproszę do siebie gości, kiedyś coś wymyśliłam.
26.Pomysły realizować natychmiast, mam poczucie kondensacji czasu.
27.Zatapiam się w taką nieruchomą przestrzeń czasami, jak mucha w smole. Chcieć nic.
28.Te punkty wyleciały mi jeden po drugim i trzeci po czwartym. Bez emocji chciałam.
29.Przedłużać, przedłużać ile się da, ile sił.
30.Ugięłam się ostatnio na pufie, mocno się ugięłam, najmocniej jak do tej pory.
31.Warzywa na parze.

horyzont

Łyżka ziaren kolendry, łyżka ziaren anyżu, łyżeczka ziaren kardamonu, zmielić. Dodać cynamon.

Przyprawa do kawy dla Inżyniera.

Podjadam z czym? Chleb żytni z miodem + szczypta mieszanki i odpływam. Smak ma taką siłę, aż niebezpiecznie rozpędzam się, wchodzę w to zainteresowana, czasami ukrywają się nuty, mnogość możliwości, w tajemniczy sposób smakuje wyraźniej, nie w pojedynkę. Choć lubię smak w pojedynkę. Patrzę wtedy na horyzont tak daleeeko i zaglądam do środka, język, usta, oczy, a na zewnątrz nadal wtorek. Niedawna degustacja miodu spadziowego w pojedynkę, nie przyniosła mi nic prócz słodkiego smaku, ale z Dziadkiem H. słodycz zamieniła się w leśne doznania, sosnowe wyraźne aromaty, które w pojedynkę nie chciały się ujawnić. Magia?

Wszystko smakuje lepiej z cynamonem. Wszystko smakuje lepiej z cynamonem. Wszystko smakuje lepiej z cynamonem. Wszystko smakuje lepiej z cynamonem. Wszystko smakuje lepiej z cynamonem. Wszystko smakuje lepiej z cynamonem. Wszystko smakuje lepiej z cynamonem. Wszystko smakuje lepiej z cynamonem. Wszystko smakuje lepiej z cynamonem. Wszystko smakuje lepiej z cynamonem.

W południe z badaniami do doktora. Co dalej????

Ja wiem. Więcej się uśmiechać z ziarnem sezamu, nad dorobiona na ślub, lewą czwórką.

Czuję się trochę jak złom, popsuta, sfatygowana i sięgając wszystkich sił co krok mam co drugą myśl, że to minie. Przód. Przód. W przód. Literuję P R Z Ó D. Zapatrzeć się w horyzont wg. PWN : linię, wzdłuż której niebo wydaje się stykać z powierzchnią ziemi.
Jestem wzruszona czytając komentarze, nie samą treścią, ale tym, że JESTEŚCIE!!! Dziękuję.