KRS: 0000298436
cel szczegółowy:
Karolina Buczma
nr konta:
86 1090 2040 0000 0001 1113 9744
tytuł wpłaty: Karolina Buczma

Rak wspak

Rak wspak to Kar, a Kar to początek od Karolina

szybkie wpisy

Jestem tabletką przeciwbólową, moja krew ma taki skład,  diclofenacum natricum. Kręgosłup jest jak król mojego ciała, boli i nieruchomieje całe królestwo. Ból przechodzi w wyższy poziom zaawansowania, króluje. To nowy ból, w nowym miejscu, pojawił się zaraz kiedy rana po operacji zagoiła się. Tak jakby nie chciał bym wyszła z wprawy. Czasami przeciwbólowo nie działa nic. Cierpienie nadaje czasami ton bezsensu, cierpieniu nadajemy podwyższony ton.

Spieszę się. Chciałam napisać kilka słów. Gustaw robi chałwę z sezamu i miodu, okazało się że Babci młynek ma takie samo śmigło jak ten nasz we Wrocławiu.

Jadę w piątek do Berlina na konsultację, szczegółów nie znam, bo już nie chcę, jak mały szpak siedzę w gnieździe i czekam aż dojrzeje we mnie siła do lotu. W weekend byłam na warsztatach terapeutycznych, ustawień rodzinnych wg. Berta Hellingera.  Prowadziła je dr Ilse Kutschera. Zmienia się sojusznik?

Bardzo bym chciała być w Koninie 19.05 i uczestniczyć w biegu. BARDZO BYM CHCIAŁA!!!  Ale…

Już przyszedł Gustaw i walczy o swoje. I dobrze. Nie ma co się rozwodzić.

auf Wiedersehen

Ogólnopolski Bieg Milowego Słupa w Koninie!!!

Ogólnopolski Bieg Milowego Słupa wystartuje po raz 14.

Od godz. 10.30 na stdionie im. Złotej Jedynastki Kazimierza Górskiego, przy ul. Podwale, odbywać się będą biegi dziecięce.

Po godz. 14.00 impreza przeniesie się na starówkę, gdzie w pierwszej kolejności rywalizować będzie młodzież, samorządowcy i pralamentarzyści.

O godz. 15.00 wystartuje bieg główny. Na trasie 10 kilometrów, przebiegającej uliczkami starego Konina, zmierzy się około 150 biegaczy z całej Polski. – Miło nam poinformować, że wśród nich na pewno będą biegacze z Konina. Sporo osób w naszym mieście biega i to cieszy – podkreślają organizatorzy biegu.

W tym roku biegowi głównemu towarzyszyć będzie także bieg dla amatorów organizowany w ramach akcji ,,Polska biega”. Bieg ten połączony zostanie z akcją charytatywną. Fundacja Z Uśmiechem zbierać będzie tego dnia datki na leczenie urodzonej w Koninie mieszkanki Wrocławia – Karoliny Buczmy. Uczestnicy biegu ,,Polska biega” otrzymają numery startowe z napisem Biegniemy dla Karolci.

Całości towarzyszyć będzie konkurs fotograficzny i konkurs na najlepszego kibica, którego organizatorem jest Koniński Dom Kultury. Szczególy konkursu fotograficznego na stronie www.kulturalnykonin.pl Po wręczeniu medali i nagród sportowa majówka zamieni się w kulturalną imprezę. Na scenie, zbudowanej na Placu Wolności, występować będą od godz. 17.00: Zespół Pieśni i Tańca Konin, zespół Bastard oraz zespół Blueska. Dla sportowców, ich rodzin oraz kibiców przygotowany zostanie także jarmark zdrowej żywności i akcje zdrowotne.

 

ps. Bardzo jestem rada, ale właśnie  Gustaw zjadł zupę, trzeba iść na drzemkę, podkreślam trzeba.  Mam problem z kręgosłupem, jade do Niemców, w weekend zakochałam się w Niemce, Dr Ilse Kutschera, wszystko opowiem.

ja, modrzew i ja

Z mojego punktu obserwacyjnego widzę niebo. Błękitne od Koloni Grabowno aż po prawobrzeżny budynek dawnej stodoły. Jednostajny błękit i nic więcej. Pozorny bezruch totalny o godzinie  12 minut 11 sekund 53. Z modrzewia nad okno naszego pokoju przelatuje jakiś ćwir. Tego znam, bałaganiarz. Szpak. Co dzień rano moja rodzina wita szpaczą. Zapracowane ptaki najpierw budowały gniazdo, teraz latają po jedzenie. Bardzo ostrożne względem nas, gdy nasz potomek bezczelnie gapi się z parapetu one zachowują się tak, jakby ich tam nie było, jakby wcale nie miały tam gniazda. Nawet kiedy naszego potomka nie ma na parapecie, szpaki jak na wojnie, przed wejściem do domu rozglądają się kilka razy, nim podejmą decyzję o wlocie do gniazda. Natura jest bardzo ostrożna. Dobrze.

Nie wiem co mam powiedzieć o mojej dalszej terapii. Należy zrobić jakiś krok. Krok będzie. Bardziej w sobie pielęgnuję myśl o cudzie, jest mi z tym lżej. Medycyna, medycyna… ja tam robię swoje. Te trzy dni płaczu i myśli o śmierci nie stanowiły o tym, że zwątpiłam. Płacz jest oczyszczający, strach ma swoją ciemną moc i ja go nie zatrzymałam w sobie, wylało się. Po kilku dniach poczułam się znowu kierowniczką. Działam znowu bez strachu, on nie zabiera mi sił. Koncentruję się na sile życia.

Na kanapie w ogrodzie jest cicho i niby nic się nie dzieje. Z góry nagle zlatują dwie pszczołowate i nie przeszkadza im, że jestem świadkiem jak zakładają rodzinę. Pszczołowate, bo nie pszczoły. Pszczoła matka jest zapładniana w locie, a te na mojej kanapie dobre piętnaście minut się całowały, Pani Pszczołowata wyraźnie większa od Pana Pszczołowatego. Pan odwłokiem sięgał pod panią. Moja koncentracja na sile życia wzrosła.

Na kanapie jest mój punkt obserwacyjny, nad modrzewiem po godzinie 19 zauważyłam brylant na niebie, Wenus. Ćwiry latają. Lufthansa ponad nimi, kreśli białe tymczasowe drogi. Szpaki, wróble, jaskółki. Nad polem za modrzewiem większe, kruki, wrony, czasami wielkie bociany.

Dotykam brzucha i pod żebrami czuję guz, głaskam go, Tadek nie chce. Trzeba wstać i podlać kwiatki, nikt nie wie gdzie je posadziliśmy z Gustawem, a ziemia sucha, aż mnie boli, że te ziarenka pod ziemią koncentrują się na sile życia bez wody.

P.S. zdjęcia spod modrzewia będą jak się znajdzie kabelek

trzy

Bąk osa i pszczoła. Bąka słyszałam na drzewie  brzoskwiniowym, trzeciego dnia tygodnia, jak słońce było już za choinkami, prześwitywało z działki sąsiada. Na sprzedaż. Zapach  drzew wieczorem otumania. Kwiat, owoc i pestka. Bąka słyszałam i chciałam zobaczyć. Zadzieram głowę ale w kołnierzu to jestem jak świnia, trudno zobaczyć niebo nad głową. Krok do tyłu i wzrok wyżej. Bąk pracuje równomiernie, słyszę i przeszukuję gałąź po gałęzi, kwiaty nieruchome. Uważam że każdy wieczór ma jedną najcieplejszą i najcichszą chwilę, zanim noc. Bzyka tam żeby się najeść i wyżywić rodzinę. Bąki i osy nie robią zapasów, mają małe rodziny i hibernują się na zimę. Pszczoły są prorodzinne. W stadzie jest ich o tysiąc więcej, robią pyszny zapas i ruszają się przez całą zimę. Kiedyś wieczorem znalazłam trzy pszczoły topielice z soku, coś się ruszały to zaniosłam je pod wlot do dziadkowego  ula. Uklejone próbowały wzbić się do lotu. Dwie z nich robotnice  wylizały, trzeciej nie wzięły do ula, była już martwa.

Trzy pytania Gustawa do taty. Dzwoni  po popołudniowej drzemce. Gdzie jesteś? Czy przyjedziesz do mnie? Jak się nazywasz?

Trzy dni i trzy noce płakałam myśląc o śmierci. Otworzyłam zabarykadowane od dwóch i pół roku drzwi.  Oczyściłam się ze strachu. Znowu zaczynam patrzeć  i widzieć. Wącham.

Badanie o trzyliterowej nazwie PET mówi mi w których miejscach trzyliterowa choroba rak się usadowiła. Dziś trzech specjalistów: onkolog, psychoterapeuta i profesor od wątroby.

To trzeci rok od diagnozy Adenocarcinoma  G3.

Trzy lata kończy Gustaw.

Trzy przyszło wczoraj w nocy do mnie.

Liczba 3 jest symbolem intuicji, magii, sił twórczych i radości, którą niesie korzystanie z nich. Reprezentuje ona również Czas, składający się z trzech elementów: już poznanego i doświadczonego zwanego Przeszłością, właśnie przeżywanego zwanego Teraźniejszością oraz nieznanego i niepewnego, zwanego Przyszłością. W ten sposób symbolizuje ona przeistaczanie się tego co znane aby wyłonić rzeczy nowe i nieznane, czyli siły twórcze drzemiące w każdym z nas.

obecna

Mam najlepszego neurochirurga, który już po raz drugi mnie rozpruł, wyciął kości, wsadził tytanowy stelaż i zaszył. Mówimy na niego z Tadkiem Majster. To jest taki człowiek: „się pani nie martwi, skręcimy panią i będzie dobrze”. Majster wyciął żywego, krwawiącego guza. Niestety nie całego, odciął łeb ośmiornicy. Dam mu radę, powoli. Po operacji sen  przerywany uśmiechami, otwieram oczy, ruszam stopami i Dziękuję, zasypiam znowu.

Trzecia  doba po operacji. Leżenie staje się bolesne, chodzenie bardziej, zauważyłam spadek reszty motywacji, jestem tylko ja i ból i poczucie wszechogarniającego bezsensu. Podsycam w sobie tragedię, myślę wciąż o tym że nie mam swojego kręgosłupa. Wyobrażam sobie że ból minie, ale trudno w to wierzyć, po kolei wszystko traci znaczenie, jedzenie jest głupie, pozbawione smaku i sensu. Tadeusz mówi że muszę jeść, a ja mu mówię, że od miesiąca żyję w bólu, a teraz to jakieś przegięcie.

Ból słabnie, wraca odwaga i upór. Wszystko jest do przejścia. Moje zaplecze działa, podczas kiedy ja dobrzeje. Babcia Krysia, główny rozgrywający, Babcia Bożenka, pomoc kryzysowa, Agata i Darek ekipa rezerwowa, Dziadek Heniek pierwszy skrzydłowy, Tadeusz, który powoli się rozdwaja.  Oni rozgrywają piłkę podczas kiedy ja leżę, dlatego dostaję wysypki, jak ktoś mówi, że to ja jestem dzielna!

Dziś godzinę i piętnaście minut, chodziłam za Gustawem po ogrodzie. To więcej czasu w pozycji pionowej niż w sumie przez ostatnie dwa tygodnie. Ciało dobrze znieczulone przez tramal, niestety moja  głowa odrzuciła ten lek, ciągnął ją do łóżka jak magnes, odpływałam. Po wszystkim zostało ciężkie ciało, jutro jakoś  poradzę sobie z ketonalem i pobije następny rekord ogródka. Szłam za synem, a idę jak tyczka – on zerka do tyłu czy nadążam – przez pole dziadka, zielone w słońcu tak soczyste, że mogłam się napić. Pełno pracujących pszczół, pąków, pająków. Wiatr taki pachnący, lekki inny niż gęste powietrze pomieszczeń.

 

PS. Mam zaległości w podziękowaniach, do nadrobienia.

Ile mnie we mnie i kto to ja?

Asertywność. Miałam mylną, uproszczoną i niesprawiedliwą definicję, że jest to sztuka mówienia „nie”. Asertywność jest sztuką zauważania swoich potrzeb, indywidualności, samodzielności, pewności, odwagi, dążeniem za wewnętrznym pragnieniem. Zdolnością do pełnego wyrażania siebie w kontakcie z innymi osobami. Zaczyna się na wiedzy o tym co jest moje, co jest wynikiem moich przeżyć, przemyśleń, dążeń. Wyrażenie siebie, swoich uczuć, opinii i pragnień w sposób pewny, bezpośredni i stanowczy, jednocześnie respektując prawa drugiej osoby do własnego zdania. Nieraz mam wrażenie, że jest  to intuicja dotycząca tego co jest dla mnie dobre.

Co znaczy, że mamy prawo do istnienia? Odpowiedź jest jak indywidualny szyfr. Co takiego zepchnęliśmy do wiecznego podziemia? Jakie pragnienia ukrywamy, nie wiedząc nawet o tym, by uniknąć konfrontacji z kimś, kogo wartości są odmienne od naszych lub żeby się komuś przypodobać lub nie robić przykrości? Przemieszczam się o krok i staję w innej roli. Teraz jestem w pracy, potem szybka charakteryzacja, prywatka u koleżanki, nowi znajomi, wczoraj przyjęcie u starych znajomych i znowu inna. Matka, pani przed blokiem, sąsiadka, wszystko to ja. Żona, synowa, córka, siostra, wciąż inna, rozsądna, grzeczna, niegrzeczna, wesoła, smutna. Jakaś tam. Wciąż w głowie wyzwanie, by być odpowiednią, lepszą, dostosować się do potrzeb, nie zawieść, zadowolić, zadziwić? No i żeby kłopotu nie narobić.

Zerwać z poczuciem winy! Niech poczucie własnej wartości nie jest uzależnione od tego co mówią i myślą o mnie inni. Myślę, że, asertywność jest produktem końcowym procesu nabywania poczucia wartości siebie. Zmniejszone poczucie wartości widać w sposobie wyrażania swoich potrzeb, nie w sposób asertywny, ale agresywny. Wyrzucanie żądań jak z karabinu, jakbym z góry wiedziała, że ktoś chce mi wyrwać moje prawo do myślenia, do czucia i bycia tak jak chcę. Zarówno agresja w wyrażaniu swoich potrzeb,  jak i uległość prowadzą do braku szacunku do siebie. Agresja nie jest oznaką siły, tuszuje słabość. Kryje się za nią lęk przed nieotrzymaniem tego co chcemy, brak wiary w siebie, chęć manipulacji innymi, chęć wyładowania złości, będącej wynikiem nierealnych oczekiwań. Do uległości skłania lęk przed utratą aprobaty ze strony innych, pragnienie uniknięcia konfliktów. Uległość  traktuje się jako właściwe, grzeczne zachowanie.

Bycie uważnym na swoje potrzeby jest dla mnie najtrudniejsze.

Piszę to na stojąco, szybko, na przedpokoju. Korzystam z książki Nathaniela Brandena „6 filarów poczucia własnej wartości”. Mam wrażenie, że nie do końca złapałam w tych słowach to, co chciałam powiedzieć o asertywności i o poczuciu wartości. Nie ma co się martwić, przecież nie myślę co pomyślicie o mnie!!!!

Jutro do szpitala, jestem mistrzem w niemyśleniu.

pocieszają mnie poeci

leże, sufit nadal biały, wciąż biały.

nieraz szarzeje, a zaraz potem wychodzą cienie, zaraz potem wychodzi noc.

jakiegoś ptaka jakby się dopatrzyłam, to chyba muśnięcie kapcia Gustawa.

a tu Miron Białoszewski dla mnie napisał:

Leżenia

1
naprzeciw nocnych szpar
ciemno-ja
mieszkanio-ja
leżenio-ja

2
leżenie
w wydłużanie się
bez jednej poprzeczki złości która skraca
idzie się tylko na długość idzie się idzie
puszcza się w dobrze sobie bycie
nie kończy się

3
kiedy leżę nie nadaję się do wstania
leżenie zapuszcza korzenie
nie wierzę w poruszanie się
zawsze do wyrwania zielony

4
takie leżenie-myslenie jak ja lubię
to jest niedobre z natury
bo niech ja w naturze
tak sobie leżę-myślę
to zaraz napadnie mnie coś i zje

5
leżąc w łóżku chcę być dobrym
przez sen rożnie dużo dobroci
leżenie dobroć wygrzewa
ale wstanie ją zawiewa

 

ps. leże, to już mówiłam.

Konin dla Wspaka

Koniny to fajne dziewczyny! Koniniacy to fajni chłopacy.

Ja WAM dziękuję, ja WAM jeszcze podziękuję, wkrzyczę WAM do środka do bębęnków popękania, albo cicho. Do wyboru.

Filadefia

Szkiełko pękło, cyfry wyleciały i leżę w bezczasie zagapiona w sufit.

Wróciłam. Po co wyjechałam? Chciałam ugrać dla siebie czas, sprowadzając raka w brakczas, w bezistnienie. Wyjeżdżając byłam przekonana, że jadę leczyć wątrobę. Na miejscu usłyszałam, że wątroba nie jest moim głównym problemem. Dużych rozmiarów guz w kręgosłupie uciskał rdzeń kręgowy i zjadł większość mojej kości. Stąd wynikało moje największe skupienie przed zabiegiem cementowania. Wydawało się, że wszystko zrobione. Powrót miał być wybuchem radości i był. I był przyćmiony wybuchem bólu, jakiego jeszcze nie znałam. Ciało wyło z niepokoju. Cementowanie nie zdołało uratować mojego kręgu, jak szkiełko pękł.

Czekam na zabieg stabilizacji kręgosłupa. Śniadanie w łóżku, ostrożnie do ubikacji, w drodze powrotnej kilka delikatnych bramek z Gustawem. Bezpieczne wydaje mi się tylko leżenie w kołnierzu o zmysłowej nazwie Filadelfia.

Coś się udało, coś się nie udało. Wątroba wygląda ładnie, biodro też.

Piłka w grze.

Rak wspak - Artystycznie, z głębi serca dla dużych

Informacja oficjalna START:  11 marca 2012 r., Wrocław, klub Puzzle – akcja „Rak wspak”

Warsztaty artystyczne
Dla dzieci
11:00 – 13:00 Lalki szmacianki
13:00 – 15:00 Malowanie form gipsowych
11:00 – 15:30 Punkt animacyjny (malowanie twarzy, balonikowe zwierzaki, gry i zabawy)
Dla dorosłych
11:00 – 12:30 Broszki i brochy materiałowe
12:30 – 14:00 Sitodruk
14:00 – 15:30 Filcowane bransoletki
Kiermasz rękodzieła
11:00 – 20:00 Kiermasz rękodzieła
Koncert
19:00 – 20:00 Zgas + Fpat wypat
20:00 – 21:00 Soniamiki
21:00 – 22:00 Janek Samołyk

Dochód z tej imprezy będzie przeznaczony na leczenie 31-letniej wrocławianki Karoliny Buczmy (czyli mnie).

Szczegóły: http://www.facebook.com/rakwspak oraz tu, tu, tutaj, tu, o tui tu.

Doznaję szoku. Wariuję z wrażenia!!! Słyszycie mnie tam!!  Szaleństwo, wszyscy jesteście szaleni! Mali pomocnicy…jesteście baobaby!!

Dziękuję wszystkim baobabom którzy zorganizowali tę „układankę w Puzlach”! Pomyślałam, że zrobię dla WAS obiad, już go zaplanowałam, 11 marca zjecie gzikę z kotletem z soczewicy i surówkę z kapusty i pokroję do tego marchewkę w takie paski jak lubię. No i chińska herbatka…

Dziękuję artystom: ZOSI, ZGASOWI, WPAT WYPATOWI, JANKOWI SAMOŁYKOWI, PRZEMKOWI MIKOŁAJCZYKOWI, MATEUSZOWI BRZOSTOWSKIEMU, PIOTROWI WOJNISZOWI, AGNIESZCE BEDNARZ. Wam odgrzeję  tę gzikę wieczorem i jeszcze coś wymyślę jak ochłonę.